piątek, 8 lipca 2016

Hejoł! Znowu miałam przerwę, ale już powracam. Muszę w końcu zakończyć te posty na temat wycieczki wiec zepnę tyłek i postaram się jak najszybciej napisać opisać moja wycieczkę. Ale bez zbędnego przedłużania ZACZYNAJMY!
O ile pamiętam skończyłam na naszej małej przygodzie w parku. Później poszliśmy sie przejść i około godziny 9 byliśmy w akwarium gdyński. To co tam zobaczyłam przerosło moje największe oczekiwania. Było tam około 3 piętra na których były wystawy ryb. Można tak to nazwać. Były zarówno plastikowe jak i żywe okazy. Wszystko przedstawie Wam na zdjęciach. Po tym już byłam totalnie wykończona i chciałam najchętniej wrócić do pokoju i leżeć jak waleń no w końcu byłam od 12 czerwca od godziny 7 na nogach a był nie dość, że 13 to była dopiero godzina 10. Po zwiedzaniu akwarium zaczął się czas na pamiątki. Ja oczywiście zamiast rzucić się w wir zakupów uznałam, ze bardziej korzystniejszy dla moich nóg rozwiązaniem będzie abym sobie siadła na ławce. Po ok. 10 min siedzenia w końcu skusiłyśmy się na małe zakupy. Ceny jakie tam zobaczyłam wzbudziły we mnie dreszcz. Za zwyczajna pocztówkę jaką kupujecie za 1.50, 2 złote tam kosztowała 5zł. Jednak gdy luknęłam na stojak obok z pocztówkami A4 zobaczyłam, że one tez kosztują 5zł i się skusiła, na jedną. Po zakupach musieliśmy czekać bo i tak przyszliśmy za wcześnie. :/ Czekaliśmy  tam godzinę więc ogólnie słabo.  Ale po czekaniu przyszła nagroda. Najpierw pani zaprowadziła nas do jakieś sali i pokazała nam pokaz jakiś krewetek, ryb itp. Oczywiście ja z moja przyjaciółka poszłyśmy prawie na sam koniec. W ostatnim rzędzie siedział Eryk, Patryk i Jasiu. Podczas prezentacji troszeczkę nam się przysnęło no nie powiem, ale za to Jasiu przebił wszystko. Najpierw spał oparty o ramie Patryka (oczywiście z otwarta buzią bo jakby nie inaczej),  przechylił głowę do tyłu a później wyglądał jak by się modlił xD no ogólnie ja za Roksana nie mogłyśmy się opanować ze śmiechu. Następna atrakcją jaka nas spotkała było to wyjście na na zimny i niezbyt przyjemny dwór. Taa mozecie wyobrazić sobie moje zadowolenie. Łowiliśmy tam jakieś rybki i krewetki a ktoś za mną stał i mówił cały czas "biedne rybki" :D Potem poszliśmy do laboratorium i oglądaliśmy zdechłe ryby i krewetkę oraz dostaliśmy kartę prac. Po wyjściu z akwarium mieliśmy obiad!!! Tak to była moja ulubiona część wycieczki <3 Oczywiście zaczęło padać a raczej ta pogoda nie była zbyt sprzyjająca obecnej sytuacji w której się znajdowaliśmy. To co mnie trzymało przy życiu to był fakt, że po pierwsze szliśmy na jedzenia a po drugie, ze potem mieliśmy aqua park <3. Jedzenie było pyszne mieliśmy dwie surówki, pierś z kurczaka i frytki. Po pysznym obiadku poszliśmy do busa a on zawiózł nas do Sopotu do aqua parku! Na pływali oczywiście spotkała nas przygoda a konkretnie moja przyjaciółkę. Nie mogła otworzyć swojej szafki więc musieliśmy zawołać nasza wychowawczynie a ona musiała zawołać ochroniarza który wymienił jej szafkę. Na basenie było fantastycznie były zjeżdżalnie, baseny, rwąca rzeka która wcale nie była rwąca, ale trudno, jacuzzi, basen dla dzieci i inne atrakcje a co najważniejsze był basen na zewnątrz co ja po prostu kocham! <3 Nie będę opisywała Wam całej zabawy bo to by było bez sensu, ale Wam powiem, że byłam na zjeżdżalni, pływałam i ścigałam się z moimi koleżankami po prostu było EKSTRA! Po basenie musieliśmy iść na pociąg bo nocleg mieliśmy w Gdańsku. Oczywiście podczas drogi do stacji zaczęło lać, ale w końcu trzeba się hartować ( po prostu niczym szkoła przetrwania) Po bardzo przyjemnej drodze (taa na pewno) zadowolona i uszczęśliwiona ja siadłam sobie na stacji a moja mina mówiła "Nie podchodź bo gryzę". Po czekani w końcu wsiedliśmy do pociągu ja to nazywałam metrem nad ziemia. Usiadłam sobie koło bardzo przemiłego pana, który później prawie na mnie usną, ale na szczęście  wyszedł wcześniej. Ja już prawie snęłam tam i ledwo trzymałam się przy życiu szczerze mówiąc byłam wycieńczona jakbym przebiegła 50 maratonów po 2 km każdy. Po wyjściu czekał nas jeszcze spacer do samego schroniska. To rwało jakieś 10 minut, ale mając świadomość, że nie masz płaszcza przeciw deszczowego, nie wiesz gdzie są twoje bagaże i nie wiesz ile ta droga będzie jeszcze trwała- to było po prostu frustrujące. Na szczęście już dotarliśmy i zostało tylko znalezienie pokoi. My miałyśmy pokój dwuosobowy na szczęście <3 Jako jedyne miałyśmy łazienkę! potem czekała nas tylko kolacja i mycie się z czym tez miałyśmy problem. Okazało się, że nasz prysznic nie ma tej dolnej części i jest tylko taka kratka do której spływała woda. Na pierwszy ogień poszła Roksana. Po paru minutach z łazienki wydobył się krzyk "Agata Agata!" Ja weszłam a tam cała łazienka mokra no ogólnie trochę słabo ale postanowiłyśmy się tym nie przejmować. Potem nic ciekawego się nie działo więc nie będę Was zanudzać bo i tak ten post jest długi. 



Oczywiście zapraszam Was serdecznie na moją stronkę na Facebook "Gimnastyka moim życiem a  rozciąganie mym nałogiem" 


Udanego dnia wieczoru Wam życzę :*


Black Girl :* <3  
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz