niedziela, 19 czerwca 2016

Hejoł! :* Miałam napisać tego posta wczoraj,ale zbytnio nie miałam czasu :(. Wytłumaczyłam Wam wszystko na mojej stronce* jak to się będzie odbywało xD. Dzisiaj Wam opowiem mój pierwszy dzień na mojej ostatniej wycieczce z moja klasą :( Więc bez przedłużania zaczynajmy :) ZAPRASZAM! 


Może zacznijmy od tego, że przed wycieczką nie spałam  ani minutkę aby móc wypocząć i wyspać się w autokarze. Oczywiście tak nie było :/
O 00:00 wyjechaliśmy z Częstochowy w cudowną i bardzo ekscytującą podróż taaa 7h w autokarze nie ma nic bardziej relaksującego xD
  O 4 zatrzymaliśmy się na siusiu. I jaka była moja mina gdy zobaczyłam zamknięty McDonald:( Zatrzymaliśmy się jakieś 20 minut i ruszyliśmy w dalsza drogę. W trakcie drogi spałam jakieś 40 minut :\ a to za sprawą tego, że moja przyjaciółka spała mi na kolanach a ja położyłam się na jej plecach tak to wyglądało troszeczkę dziwnie, ale.... trudno xD Potem nic się ciekawego nie działo prócz tego, że mój kolega spał z otwartymi ustami i Marzena włożyła mu paluszka do buzi a on zaczął gryźć o a następnie wypluł :P To trzeba było zobaczyć xD Takie rzeczy tylko w klasie 6b <3 Ku mojemu zaskoczeniu w pozytywnym tego słowa znaczeniu o 6:20 byliśmy już w porcie w Gdyni! :D <3! Oczywiście wstawię Wam zdjęcia :* Kolejnym celem naszej wycieczki była plaża, która uwielbiam. Normalne było to, że prze cholernie wiało no w końcu czego mogła oczekiwać po tak wczesnej godzinie. Pobawiliśmy się na placu zabaw, aż tu nagle zdarzyła się niespodziewana przygoda. Mojej przyjaciółce zachciało się do toalety. I ja jak cywilizowany człowiek chciałam pójść do jakiegoś publicznego wc-cika :D Ale oczywiście żadnego takiego nie było więc teraz trzeba było obudzić swoja wyobraźnie. Obok tego placu zabaw i plaży był park i postanowiłyśmy, że tam pobiegniemy i załatwimy swoje sprawy. Ale oto powstała kolejna przeszkoda. Nie wiedziałyśmy gdzie jest wejście do owego parku xD Obok nas szła taka pani z wózkiem i zapytałam się jej ale ona tez nie wiedziała więc byłyśmy w czarnym tyłku. Ostatnią opcja abyśmy poszły do alejki obok. To wyglądało jak otwarty park z ulicą. I tam były takie geste krzaczki za, których i tak było prawie wszystko widać ale sytuacja była bez wyjścia. Szybko pobiegłyśmy do tych krzaków ja obserwowałam czy nikt nie idzie a Roksik załatwiał swoje sprawy xD. Oczywiście nikt o tym nie wiedział prócz nas ale ciii. 

Na tym kończę dzisiejszego posta :) Bo już widzę, że jest długi :D

 Pamiętajcie, że posiadam stronę na fb "Gimnastyka moim życiem a rozciąganie mym nałogiem:



Udanego dnia wieczoru Wam życzę <3!

#Black Girl :*

poniedziałek, 6 czerwca 2016

 Hejoł! W końcu doczekaliście się II części mojej bardzo bardzo ciekawej soboty Więc nie przedłużając zaczynajmy!!
Skończyłam na tym, że moja mama się zgodziła abym, pojechała na ten grill. Oczywiście ja ubrałam tylko buty i byłam gotowa, ale co innego moja przyjaciółka Ona musiała iść po telefon, ładowarkę i dopiero się ubrała. Po jakiś 20 minutach wyjechaliśmy z domu. Po drodze stanęliśmy przy sklepie. Mój wybór był prosty oczywiście coś z czekoladą, biedna Roksana zaś musiała sobie wsiąść coś bez czekolady bo ma na nią alergie. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce przywitali nas miłe małżeństwo. Ja jak to jak byłam spięta jakbym miała patyka w tyłku ale z czasem było coraz lepiej. xD Oczywiście razem z Roksaną poszłyśmy się przejść bo za płotem były i nie wiem jak to zabrzmi, ale wykoszone pola, ale bez warzyw Wiem, że to głupio brzmi, ale tym się nie przejmujcie Potem poszłyśmy na huśtawki i gadałyśmy. Oczywiście snap zawsze i wszędzie i tym razem Roksana nie mogła się obejść. Ja nie mówię, że jestem święta i też z niego troszeczkę "skorzystała". Jak jesteśmy we dwie to nie możne się obejść bez żadnych niespodzianek. Kiedy siedziałyśmy na hamaku a nie powiedziałabym, że to był stabilny hamak nagle Roksana musiała zejść. Kiedy to uczyniła to urządzenie (napisałam tak aby nie powtarzać tego słowa) przechylił się a ja upadłam na jakąś deskę plecami. szczerze to nie bolało, ale za to wyglądało dziwacznie. I nasza druga "wpadka" bo tak to można nazwać. Moja przyjaciółka siedziała na takiej dość dziwnej huśtawce. To wyglądało jak powieszony fotel. A ja zaczęłam ja huśtać i po jakiś paru minutach ona się uparła abym ja weszła a ona mnie pohuśta. W pierwszej chwili jej powiedziałam "ale ty mnie nie uniesiesz" a ona na to "jakoś dam radę" i siadłam. Na początku mnie delikatnie huśtała ale potem tak mnie mocno popchnęła, że razem ze mną i huśtawka podniósł się również ten stelaż na którym została powieszona. Oczywiście my jak się zaczęłyśmy śmiać to się opanować nie mogłyśmy. Po iluś tam kwadransach rodzice Roksany zawołali nas na kiełbasę. Po jedzeniu znowu poszłyśmy się przejść załatwić swoje sprawy i zaczęło się... Przyjechał syn państwa u których byliśmy. Był on w wieku około 7 lat nie wiem. :D Miał on quada i zaczęła się zabawa. Pierwszy wsiadł ten chłopczyk. Drugie wsiadły pani Żaneta i koleżanka Marta. Trzecie siadły znowu Pani Żaneta i mama Roksany i po długich namowach taty Roksany wsiadłyśmy na ten pojazd. Główne słowa, które wypowiedziałyśmy to "nie wiedź w tą furtkę" "zaraz wjadę w ta furtkę" "jezu nie wiem gdzie hamulec" itp. xD Później nic się nie dniało więc.. nie będę Wam naciągała tego posta bo i tak jest długi.


Miłego dnia, wieczoru Wam życzę <3
#BlackGirl :*